Pomysł pojawił się nagle, a założenie było jedno - objechać Polskę w max. 3 dni kierując się jedynie papierową wysłużoną mapą. Smaku całej wyprawie nadawał nie tylko czas, ale i sprzęt jaki wybraliśmy do tego zadania.

Wybór padł na 21-letniego VW Golfa II z silnikiem diesla o mocy 60KM, w którym licznik wskazywał 404 tyś. przejechanych kilometrów. Nie był to przypadek - od samego początku wychodziliśmy z założenia, że liczy się kierowca, nie samochód...   

Po kilkudniowym przygotowaniu golfa do trasy wszystko dopięte było na ostatni guzik, jednak nadal niepokoiły nas obawy czy samochód wytrzyma tak długą trasę.

W końcu w piątek (01.07.2011r.) o godzinie 11:05 wyruszyliśmy z Gliwic. Warunki pogodowe były niesprzyjające, ponieważ z zakrywających niebo chmur co chwilę padał deszcz, było szaro i ponuro, jedynym plusem była  temperatura.

Początkowo podróż przebiegała spokojnie, a plan na pierwszy dzień zakładał dotarcie przynajmniej w okolice Szczecina. Niestety już po 5-ciu godzinach jazdy okazało się, że to nie będzie takie łatwe. Dużym zmartwieniem okazał się alternator, który przestał spełniać swoją dotychczasową funkcję. Tego dnia nastąpił niewielki kryzys, ponieważ zniechęceni wykrytą usterką rozważaliśmy powrót. Nikt nie wiedział czy po kolejnych kilometrach nie ujawnią się kolejne awarie. Marcin, który był kierowcą i mózgiem całej operacji, zamiast rozmyślać bez końca postanowił działać. W wyniku jego starań po  "straconej" na poszukiwanich godzinie udało się wreszcie zdobyć sprawny alternator.

 

 Około 22:15 zmęczeni zatrzymaliśmy się w pobliskim Krośnie Odrzańskim wiedząc, że następnego dnia musimy przejechać nie tylko planowaną trasę, ale też odbić czas jaki pochłonęła naprawa.

Drugi dzień rozpoczął się spokojnie i bez niespodzianek. Ruszyliśmy w trasę o 8:25 i bez większych problemów dotarliśmy w okolice Gdańska, gdzie tłumy zawiedzionych pogodą, wracających urlopowiczów zmusiły nas do poszukania alternatywnej trasy, która pozwoliła ominąć zakorkowane ulice. Mijały kolejne godziny, a cyfry na liczniku przeskakiwały w rytm pokonywanych kilometrów... Kolejnym, tym razem pozytywnym zaskoczeniem okazały się niewyczerpane pokłady energii drzemiące w kierowcy, który po 14 godzinach spędzonych za kółkiem, bez wspomagania się kawą i innymi środkami pobudzającymi, miał siły i chęci na dalszą jazdę. Ostatecznie miastem, w którym zakończył się drugi dzień podróży okazał się Białystok.

Trzeci, a zarazem ostatni dzień  przebiegał bardzo spokojnie. Podobnie jak poprzedniego dnia, w drogę ruszyliśmy o 8:25 jednak tym razem szczęśliwi, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Niestety nie mogło być tak idealnie do samego końca...

W okolicach Bochni przed wjazdem na autostradę utworzył się korek, w którym straciliśmy godzinę, przesuwając się z prędkością często nie większą niż 20 km/h. Nie wywołało to jednak żadnych zmartwień i o godzinie 19:20 (03.07.2011r.) dojechaliśmy do miejsca, z którego rozpoczęliśmy naszą wyprawę.

Łącznie czas spędzony za kierownicą wynosi 37h i 10min, w ciągu których udało się pokonać ok. 2100 kilometrów. Wykorzystany przez nas samochód służy do tej pory, zaś szczególne uznanie należy się Marcinowi, który okazał się doświadczonym i rozsądnym kierowcą, który potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji na drodze...