Każdy słyszał chyba o położonym na południu Polski Górnym Śląsku…
Pewnego spokojnego dnia zrodził się pomysł by po prostu wsiąść w samochód bez specjalnych planów i przygotowań...
Po prostu odpalić silnik i jechać przed siebie podążając drogami woj. Śląskiego jednocześnie nie przekraczając jego granic.

Pamiętam była sobota ok. północy. Zadzwoniłem do kolegi aby przedstawić mu propozycję wyjazdu. Opowiedziałem o moim pomyśle. Padło jednak pytanie "kiedy?". Gdy oznajmiłem, że planuję wyjazd o godzinie 7:00 w niedzielę. Krzyknął z zaskoczeniem "ale to już za kilka godzin! Jak mam się wyspać i przygotować do drogi..?"

Na szczęście można na nim polegać i mimo wszystko już kilkanaście sekund później chętnie się zgodził.

W niedzielę rano zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami podjechałem pod jego dom. Wrzuciliśmy tylko do bagażnika ot tak na wszelki wypadek drugie koło zapasowe, a gdy wybiła 7:17 ruszyliśmy. Zakładaliśmy, że całą trasę uda się pokonać w 6-7 godzin, jednak rzeczywistość okazała się nieco inna.

Mijał czas, a wraz z nim kolejne kilometry. Pogoda tego dnia nie była wymarzona, ponieważ już od samego rana niebo zakrywały chmury, było szaro i często padał deszcz.

 

W miejscu z którego wyjeżdżaliśmy pojawiliśmy się dopiero o 17:25. Cała podróż przebiegła bez większych niespodzianek, a samochód po raz kolejny nas nie zawiódł…